Poród z mężem czy bez niego? 5 rzeczy których nie wiedziałem o porodzie

Opublikowany 2019-01-05, zaktualizowany 2021-02-17

Zaczynając ten artykuł miałem jeden obraz świata - mąż jest konieczny przy porodzie.

Ale przeglądając internet nie jest to już takie oczywiste. Lekarze nie chcą, by ktoś im przeszkadzał. Kobiety nie chcą być widziane w takim stanie. A mężowie nie chcą stracić libido do swoich kobiet.

Kumple mnie ostrzegali, żebym przyjmował na klatę bez słowa wszystkie przekleństwa. Nie usłyszałem z ust mojej żony żadnego.

Pozwólcie, że opowiem Wam moje doświadczenia porodu.

Nikt nie chce męża przy porodzie

Mąż przy porodzie może oznaczać kłopoty.

Może za dużo gadać. Może się denerwować. I może zemdleć.

Nic z tych rzeczy nie pomoże ani rodzącej kobiecie, ani lekarzom i położnym.

Kobiety boją się też o swój wizerunek w oczach męża. Pod koniec porodu kobieta nie wygląda najkorzystniej. Jest obolała, umęczona i cała we krwi.

Mąż już nigdy nie będzie na Ciebie patrzył tak samo - to prawda. Ale to od dojrzałości Waszej relacji zależy jak zacznie patrzeć “po”. I czy zachowa dla Ciebie libido.

Ojciec jest konieczny przy porodzie

Kiedyś mężczyźni nawet nie byli brani pod uwagę przy porodzie. Kobieta rodziła w towarzystwie babć, ciotek i mam. Tylko, że te czasy już minęły i teraz w chwili pierwszego porodu jesteśmy rodzinami dwuosobowymi.

Kiedyś ktoś powiedział mi “byłeś przy poczęciu, masz być i przy porodzie” 😃 A poród nie jest niczym przyjemnym dla żadnej ze stron.

Uważam, że mąż jest konieczny przy porodzie. Musi tylko zachować kilka zasad:

  • nie mdleć
  • nie awanturować się
  • nie gadać za dużo

Kobieta rodząca nie jest w stanie robić nic poza tym. A położne raczej nie mają czasu, żeby przez 12h (standardowy czas pierwszego porodu) być tylko z nią.

I wtedy przydaje się ktoś obok, kto:

  • pomasuje plecy
  • przygasi światło
  • poda wodę
  • pomoże wstać do łazienki
  • zawoła lekarza
  • będzie Twoim pośrednikiem z położnymi
  • przeczyta dokumenty
  • będzie oparciem (dosłownie)

Powtórzę to raz jeszcze (przede wszystkim dla siebie 😉) - odzywaj się jak najmniej. Słowa “dasz radę”, “jeszcze trochę”, “wytrzymaj” nigdy nikomu nie pomogły. Nie próbuj też jej rozśmieszać, raczej Ci się nie uda. Masz po prostu być.

Czego nie wiedziałem o porodzie?

Nie wiedziałem, bo niby skąd miałem wiedzieć? Byliśmy na szkole rodzenia, ale nie wszystko tam tak dociera, jak w chwili gdy to już.

  1. Trwa strasznie długo - pierwszy poród określa się na minimum 12h. To długo jak na czas spędzony w pełnej gotowości. Weź kawę.
  2. Większość czasu siedzisz sam ze swoją żoną w szpitalnej sali - pierwsza faza porodu dzieje się sama. Od skurczu do skurczu powoli się rozkręca. Położne przychodzą tylko od czasu do czasu monitorować sytuację. My próbowaliśmy oglądać kabarety, ale po trzecim skurczu wyłączyliśmy i po prostu siedzieliśmy w ciszy.
  3. Myślałem, że jak zgłodnieję to spokojnie wyjdę na kebaba i wrócę - czas pomiędzy skurczami to 3-5 minut; żona potrzebuje Cię ciągle. Weź kanapki.
  4. Jesteś bezsilny - tak jak jesteś przyzwyczajony do naprawiania wszystkiego, tak tutaj możesz tylko siedzieć i patrzeć jak ją boli. Nic nie zmienisz.
  5. Jest bardzo intymny - nie da się rodzić wspólnie, jeśli nie jesteście ze sobą blisko.

PS: swoją drogą ogromnie polecam szkołę rodzenia - komplet informacji o ciąży, porodzie i pielęgnacji noworodka konieczny do przetrwania. I pomaga poukładać sobie w głowie lęk przed porodem. Naprawdę.

Boję się porodu - nic dziwnego

Poród to bardzo mocne doświadczenie. Ja nie przeżywałem bólu, a jednak byłem tam z żoną całym sobą. W każdym skurczu, w każdym oddechu i w każdym krzyku.

Nic dziwnego, że kobiety boją się porodu. I wolałyby cesarskie cięcie, żeby uniknąć bólu. Nam udało się urodzić naturalnie i już następnego dnia Paulina normalnie mogła chodzić. Dziewczyny po cesarskim cięciu nie mają tego luksusu i przez 15 minut zastanawiają się jak się podnieść do płaczącego dziecka.

Poród może Was bardzo zbliżyć lub bardzo oddalić

Piszę tu o perspektywie porodu z mężem. Z kimś, kto przysięgał Ci wierność do końca życia. Nie poruszam kwestii porodu z partnerem. A już na pewno nie z przypadkowym chłopakiem z dyskoteki.

Poród wydaje mi się tak intensywny, że jest jak papierek lakmusowy dla Waszej relacji. Podkreśli każdy jej aspekt.

Jeśli jesteście blisko - zbliży Was jeszcze bardziej.

A jeśli do teraz udawaliście przed sobą, to poród zdejmie Wam klapki z oczu. I może Was bardzo od siebie oddalić. Poza tym obecność przy Tobie kogoś przy kim będziesz musiała się kontrolować i udawać, wydłuży poród. A Ciebie będzie bardziej boleć.

Jeśli boisz się, że Twój mąż po porodzie straci na Ciebie ochotę to zastanów się dlaczego ma ją w pierwszej kolejności? Jeśli pociągasz go tylko i wyłącznie z powodu fizyczności, to tak - w porodzie może stracić libido całkowicie. Ale chyba odwracamy tu kolejność: libido bierze się z miłości, a nie miłość z libido.

Jeśli nie chcesz, żeby Twój mąż widział Cię w takim stanie: nieumalowaną, krzyczącą, płaczącą, w ogromnym bólu. To czy kiedy ulegniesz wypadkowi, też nie będziesz chciała by Cię widział? Wiążąc się z kimś na całe życie - zobaczy Cię w ciężkim stanie prędzej czy później.

Co chcę przez to powiedzieć - jeśli nie jesteście blisko, to nawet nie myśl o mężu na porodówce. Weź mamę lub kogoś zaufanego.

A jeśli chcesz budować związek aż do śmierci to intymność porodu będzie bardzo jednocząca.

No i nic nie zastąpi widoku Waszego nowonarodzonego dzieciątka.

Nic mnie w życiu tak nie poruszyło jak te kilkanaście godzin spędzonych z moją żoną w oczekiwaniu na naszego synka.

Dziękuję kochanie, jesteś bardzo dzielna. ❤️💪🥰